MY KONTRA TAMA
relacja z niedzielnej (14 V 2000) demonstracji, dedykowana Rafałowi Życzkowskiemu





Rafał Życzkowski - nasz dobry duch - powiedział jasno: spotykamy się w niedzielę, o 11.00 pod Mostem Gdańskim, a kto nie przyjdzie, dostanie w mordę. Most wytrzymał te twarde słowa.





Okazało się, że impreza zaczyna się w południe. Oczekiwanie skróciliśmy sobie wędkarsko - pogawędką. Sławecki pił sprajta, bo był w sobotę wieczorem na rybach.





W samo południe rozpoczął się fantastyczny pokaz przygotowany przez Klub Gaja.




...za szamanem wpłynęła na scenę Wisła...




...w tle bębnili prawidłowo ubrani bębniarze...




...w Wiśle baraszkowały ryby...




...wędkarze patrzyli na sytuację z aprobatą...




...aż nagle zbudowano tamę!




Szaman robił co mógł!




O mało nie przywalił tamiarzowi!




Niestety, Wisła umarła, a wszyscy byli odwróceni.




Niektórzy odwróceni byli usprawiedliwieni, bo brali udział w zawodach, które właśnie rozgrywano powyżej Mostu Gdańskiego.




Przerażeni obejrzanymi obrazami, ale jednocześnie twardzi i zdecydowani, ruszyliśmy w kierunku Starówki.




Pochód otwierał Klub Gaja, potem szli wędkarze - czytelnicy i redakcja Wędkarskiego Œwiata i my (Rybie Oko reprezentowali Robert Cembalski, Arek Cygan, Sławek van Hein, Paweł Kobyłecki, Tomek Pawlaczek, Paweł Wielądek, Rafał Życzkowski i Piotrek Onikki-Górski) i przedstawiciele WWF oraz przyłączający się kibice.




Klub Gaja kolorował uliczki Starego Miasta.




My wznosiliśmy różne okrzyki. Bynajmniej nie wulgarne.




Zatrzymaliśmy się na rynku staromiejskim, powiedzieliśmy o co nam chodzi, skandowaliśmy słuszne hasła i w serdecznej atmosferze rozeszliśmy się do domów.




przygotował Piotrek Onikki-Górski